X

Przeglądarka, której używasz nie jest w pełni kompatybilna

Niektóre funkcje mogą działać nieprawidłowo. Proponujemy zainstalować jedną z popularnych przeglądarek internetowych, ewentualnie użyć uproszczoną wersję strony Fortuny.

Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Aby uzyskać więcej informacji, zachęcamy do zapoznania się z naszą Polityką Cookies. Ok

Aby wykorzystać wszystkie możliwości oraz funkcje, należy włączyć Javascript. Instrukcje

Zakłady
Ligi
Oferta - data
Oferta - dyscyplinami

Oferta wg kursu

1.01.
1.5

Faworyci biorą się do roboty, niespodzianek nie będzie

Więcej zapowiedzi
siatkowska_me2017_dzien4

Dziś w siatkarskich mistrzostwach Europy tzw. mecze letnie. Każdy ma zdecydowanego faworyta, logicznie rzecz biorąc nie ma szansy od jakiekolwiek odstępstwa poza wyraźnymi wygranymi kandydatów do medalu.

Wprawdzie w sporcie nic nie jest pewne, a Estonia urwała wczoraj sensacyjnie dwa sety aspirującej do podium Serbii, to musiałoby się wydarzyć coś w kategorii cudu, by Francja nie dała rady Holandii, Belgowie – Turcji, Niemcy – Czechom, a Włosi – Słowakom. Może jeden, przypadkiem przegrany przez faworyta, może strącić pewniaków z pantałyku i jeśli już gdziekolwiek szukać możliwości potknięcia jednego z tuzów, to w starciu Włochów. A to dlatego że zespół ten przyjechał do Polski pozbawiony największych gwiazd. Zostało kilku graczy, którzy sięgali po medal na ostatnich igrzyskach w Rio, ale to jednak nie ten kaliber co siejący postrach na całym świecie Juantorena i Iwan Zajcew. Tych, o czym pisałem we wcześniejszych zapowiedziach, na naszym Euro nie ma. Ich zmiennicy na skrzydłach mają z kolei spory problem ze skutecznością. W pierwszym spotkaniu z Niemcami (2:3, i tu akurat przewidywałem możliwość niespodzianki) nie wychyli się oni – Luca Vettori, Filippo Lanza i Oleg Antonov – poza 45-proc. poprawność. W przegranych partiach spadali nawet do granicy 30 proc., w pierwszej skończyli sami tylko osiem ataków. To było w ogóle spotkanie pomyłek, bo obie drużyny zepsuły w sumie aż 42 (!) zagrywki i w tym festiwalu nieporadności lepiej poradzili sobie Niemcy. Trener Gianlorenzo Blengini nie ma jednak wielkiego manewru, dziś przeciwko Słowakom postawi na tych samych graczy.

Słowacy w siatkówce nigdy furory nie zrobili, ale o ich niewygodzie przekonał się już niejeden zespół. Mimo że przegrali bratobójczą batalię z Czechami 1:3 (to spore zaskoczenie po latach regularnych zwycięstw), wyraźnie ustępując w poszczególnych partiach (do 19, 16 i 17), wydają się mieć większy potencjał. Ich siatkarze, zwłaszcza rozgrywający (np. Juraj Zatko), przewijali się przez kilka względnie czołowe europejskich kluby, ale przedwczoraj nie mieli dnia, jeśli idzie o atak. Popełnili w tym elemencie 10 błędów, podczas gdy rywal zaledwie jeden (!).

W drugim spotkaniu grupy B Niemcy zmierzą z Czechami. Przy wytrwałości i względnej skuteczności Georgi Grozera (28 punktów i 47 proc. przeciwko Włochom), powinno to wystarczyć do drugiego zwycięstwa, które najpewniej da naszym zachodnim sąsiadom bezpośredni awans do ćwierćfinałów. Ponieważ jednak do sporej niespodzianki doszło w grupie D, gdzie Francja uległa Belgii, niewykluczone, że pierwsza pozycja Niemców nie będzie bonusem, a drogą przez mękę, bo w kolejnej fazie turnieju mogą oni trafić właśnie na obrońców trofeum.

Mistrzostwa Europy są w swojej formule i regulaminie na tyle specyficznie, że niejednokrotnie już przyszły mistrz przegrywał pierwsze mecze. Można spodziewać się, że podobnie będzie i z Francuzami, którzy ugięli się w tie-breaku pod niewygodną dla wszystkich zespołowością Belgów. To nie było wyraźnie przegrane przez Trójkolorowych spotkanie, to była wyniszczająca wojna na przewagi niemal w każdym z setów. Zdecydował blok - Francuzi dali się złapać aż 18 razy, Belgowie zaledwie siedem. Innym usprawiedliwieniem dla zespołu Laurenta Tillie jest z pewnością nieobecność największej gwiazdy Earvina N’gapetha, który zmaga się z kontuzją pleców i może wrócić dopiero na decydujące o medalach spotkania.

Wcześniej Belgowie właśnie zmierzą się z Turcją. Powinni zwyciężyć bez problemów, ale tu właśnie możemy mieć do czynienia z zasadą „trafił swój na swego”. Pozbawiony rozpoznawalnych gwiazd turecki zespół stosuje mało wyszukane środki, ale skuteczne od zagrywki począwszy. Świetna forma skrzydłowych Sama Deroo (20 punktów przeciwko Francji) i Brama van den Driesa (24) powinna wystarczyć Belgom na drugie zwycięstwo).

Autorem tekstu jest Przemysław Iwańczyk

Kursy na to spotkanie dostarcza FORTUNA - LEGALNY BUKMACHER

Oferta kursowa:
Zakłady LIVE
Siatkówka » Mistrzostwa Europy M.

Dodany: 27. sierpnia 2017 12:34

Nowy komentarz
8-) :-& :-/ c[] ;-) *bomb* *box* *broken* *cafe* :,-(
*idea* :-D *love* *$* *poo* :-( :-O :-! :-) :-P
Brak komentarzy